Partnerzy medialni

 
Kto jest on-line?
Odwiedza nas 35 gości
 
Advertisement
Prasę monitoruje
 
Aktualności arrow Czytelnia
 
Uczą jak pomagać - AGNIESZKA KANTARUK

Image  Rozmowa z Robertem Kawałko, Prezesem Polskiego Stowarzyszenia Fundraisingu

-Co to jest fundraising?
-Termin „fundraising” powstał z połączenia dwóch angielskich słów: „fund” – fundusze i „raising” – zbieranie. Oznacza zatem po prostu zbieranie funduszy i to głównie na cele charytatywne, publiczne. Świadomie nie tłumaczymy tego słowa na język polski i wierzymy, że ten termin przyjmie się w Polsce tak jak „marketing”. Bo fundraising nie jest tylko proszeniem o datki – to zagadnienie z dziedziny zarządzania organizacjami i gospodarowania finansami. Łączą się z nim nierozerwalnie planowanie, metodyka i etyka, a to już coś więcej niż sama filantropia.

-Kiedy pojawił się w Polsce?
-Fundraising w swej podstawowej formie czyli jako dobroczynność, istniał w Polsce już przed wiekami. Fundraiserem można by nazwać choćby księdza Piotra Skargę, który w XVI wieku w Krakowie zbierał wraz ze swym Arcybractwem Miłosierdzia fundusze na posagi dla ubogich dziewcząt, żeby ratować je przed nędzą. O wielu innych kampaniach zbierania funduszy na szlachetne cele świadczą też tablice pamiątkowe na cześć fundatorów, jakich pełno na krakowskich ulicach i w kościołach - wspomnijmy choćby cegiełki na wawelskim murze upamiętniające darczyńców, którzy na początku XX wieku wspomogli odnowę Zamku Królewskiego. Najgorzej z filantropią było chyba w czasach komunizmu, ale po roku 1989 ludzie znów zaczęli sobie pomagać, czego dowodem jest choćby triumf Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy czy kampania „Pajacyk" prowadzona w internecie przez Polską Akcję Humanitarną.

-Kim są fundraiserzy?
-W czasach internetu, baz danych i bilboardów potrzeba coraz więcej wiedzy z takich dziedzin, jak budowanie wizerunku, zasady zbierania i rozliczania darowizn czy komunikacja z darczyńcami. To dlatego nie da się już budować szpitali i stadionów albo opiekować się zabytkami bez specjalistów, którzy będą zabiegać o fundusze codziennie, regularnie i profesjonalnie. Fundraiserzy to ci, którzy biorą na siebie odpowiedzialność zapewnienia funduszy na sfinansowanie takich zamierzeń i ich kontynuację. Na Zachodzie każda uczelnia, hospicjum, a nawet zespoły Formuły 1 mają swoich fundraiserów i bez nich nie mogłyby funkcjonować, bo to oni znajdują sponsorów, piszą wnioski o dotacje, zjednują hojnych darczyńców. W USA czy w Wielkiej Brytanii fundraising jest zawodem i jestem przekonany, że za kilka lat tak samo będzie w Polsce.

-Dlaczego profesjonalizacja działań związanych z pozyskiwaniem funduszy na działalność charytatywną jest tak ważna?
-Istotą fundraisingu jest budowanie wieloletnich, stabilnych relacji z otoczeniem: urzędami, sponsorami, członkami organizacji i jej darczyńcami. Wystarczy sobie uświadomić, że każdemu darczyńcy należy podziękować za pomoc i powiadomić go, co stało się z podarowanymi przez niego pieniędzmi. Jeśli ofiarodawców jest kilka tysięcy, to staje się oczywiste, że żaden prezes nie poradzi sobie z tym zadaniem samodzielnie: ktoś musi napisać listy, zaadresować je i wysłać, a czasem też zadzwonić do wielu z tych osób czy się z nimi spotkać. To dlatego potrzeba ludzi, którzy będą posłańcami czy wręcz ambasadorami organizacji w jej staraniach o wsparcie. Tam, gdzie fundraising już działa to dzięki profesjonalnym fundraiserom zarządy klubów sportowych, domów dziecka czy teatrów nie muszą ciągle myśleć o pieniądzach, lecz zajmują się sportowcami, dziećmi i aktorami i dzięki temu lepiej im służą. W stosunkowo niewielkich uczelniach amerykańskich zatrudnia się nawet ponad 200 fundraiserów, którzy codziennie podtrzymują kontakt pomiędzy absolwentami a ich byłą szkołą. Te bliskie relacje owocują hojnością - np. w Swarthmore College aż 80% absolwentów wspiera finansowo swoją byłą uczelnię. Pomagają budować stadiony, akademiki, laboratoria i fundują stypendia.

W Polsce takie działania to wciąż kwestia przyszłości - wspomnę tylko, że moja była uczelnia nigdy jeszcze o nic mnie nie poprosiła. Profesjonalizacja działalności oznacza, że w danej instytucji nie wszyscy robią wszystko, lecz każdy robi to, co potrafi najlepiej - a na zbieraniu pieniędzy najlepiej znają się fundraiserzy.

-Jakie błędy uniemożliwiające otrzymanie dotacji lub znalezienie sponsora popełniają najczęściej fundacje i stowarzyszenia?
-Najczęstszy błąd to szukanie pieniędzy „za pięć dwunasta", w ostatniej chwili. W tym stylu można prosić o pomoc tylko w razie jakiejś katastrofy czy klęski żywiołowej. Prośby zaś zwykle dotyczą przedsięwzięć, które można zaplanować nawet z kilkuletnim wyprzedzeniem. Na szkoleniach z fundraisingu zachęcamy więc organizacje, by stworzyły dla siebie kilkuletnie plany działania. Wtedy unika się zaskakiwania sponsorów, którzy zwykle potrzebują nawet paru miesięcy na podjęcie decyzji, zwłaszcza gdy muszą ją konsultować z przełożonymi albo zaplanować w budżecie.
Inny błąd to proszenie w nieodpowiedni sposób. Na przykład z góry wiadomo, że list z prośbą o pomoc powielony sto razy i wysłany do stu firm znalezionych w książce telefonicznej to zwykła strata czasu i pieniędzy. Sponsora trzeba starannie wybrać i poznać jeszcze zanim zadzwonimy z prośbą o spotkanie czy wyślemy list. Na skuteczne proszenie jest następująca recepta: należy prosić odpowiednią osobę, o odpowiednią kwotę, na odpowiedni cel, w odpowiedni sposób i w odpowiednim czasie. Spełnienie tych pięciu warunków gwarantuje sukces. Warto też nastawić się na cierpliwość: podobno Janina Ochojska powiedziała kiedyś, że nikt jeszcze nie odmówił jej pomocy więcej niż 13 razy. A ludzie zniechęcają się zwykle bardzo szybko - to kolejny błąd.

-Gdzie fundacja może zwrócić się w poszukiwaniu fundraisera?
-Jeszcze nie ma w Polsce profesjonalnie wyszkolonych fundraiserów - ich regularne szkolenia i certyfikacja rozpoczną się dopiero latem 2008 roku. Jest za to coraz więcej praktyków-samouków, którzy dzięki pracowitości i wytrwałości osiągają sukcesy. Tych, którzy już teraz chcą zatrudnić specjalistę od poszukiwania funduszy zachęcam do zamieszczania ogłoszeń na stronie www.ngo.pl, ale muszą nastawić się, że będą sami musieli sobie takiego specjalistę wychować. Mogą w tym liczyć na pomoc Polskiego Stowarzyszenia Fundraisingu, które ułatwia udział w szkoleniach oraz dostęp do ekspertów i doradców.

-Czy można oszacować, ile osób pracuje aktualnie w tym zawodzie w Polsce? W jaki sposób można się go nauczyć? Jakie trzeba mieć kwalifikacje i predyspozycje?
-Na pierwszą konferencję fundraiserów, która odbyła się w kwietniu w Krakowie przyjechało 200 osób. Myślę, że w Polsce fundraiserem nazywa siebie najwyżej kilkaset osób, ale to dlatego, że zbieraniem funduszy zajmują się głównie członkowie zarządów i inni pracownicy i jest to dla nich działalność dodatkowa. Z czasem, gdy organizacje będą się rozwijać i mieć coraz więcej zadań związanych z poszukiwaniem funduszy, grono fundraiserów szybko się powiększy. Wierzę, że będą to ludzie zaangażowani w misję organizacji, dla których będą pracować, nastawieni na służbę potrzebującym. Ci, którzy w fundraisingu nie szukają przyjaciół i sojuszników w budowaniu wspólnego dobra, lecz tylko pieniędzy, rzadko odnoszą sukces. Fundraiser ma być ambasadorem, a więc wyglądać, mówić i zachowywać się tak, by przez długi czas móc właściwie reprezentować swoją organizację i jej podopiecznych. Jeśli takiej dojrzałości i profesjonalizmu oczekujemy od fundraiserów, to oczywiste staje się, dlaczego na Zachodzie większość z nich to osoby już niemłode, ale za to doświadczone i ustabilizowane życiowo. Na nich można zawsze polegać, a i im łatwiej pracować, bo wykorzystują swoje umiejętności i kontakty zdobyte w innych zawodach. Dla amerykańskich fundraiserów poszukiwanie funduszy to często trzecia lub czwarta praca z kolei.

-Polskie Stowarzyszenie Fundraisingu zrzesza fachowców w tej dziedzinie, proszę opowiedzieć o jego powstaniu.
-Stowarzyszenie powstało w styczniu 2006 r. pod patronatem Fundacji Konkurs Pro Publico Bono, której byłem wtedy dyrektorem. Mając kontakt z uczestnikami konkursu, który nagradza najlepsze dokonania organizacji społecznych widziałem, ile trudu i troski ich zarządy i pracownicy wkładają w zdobywanie funduszy na pomoc potrzebującym, sami pracując często w warunkach gorszych niż skromne. Decyzja o założeniu stowarzyszenia została podjęta w Meksyku, na międzynarodowym kongresie fundraiserów, na który pojechaliśmy w roku 2005 z Martą Foryś, kierownikiem działu współpracy z zagranicą na krakowskiej AGH, a dziś również wiceprezesem zarządu PSF.

To tam, w Meksyku, zobaczyliśmy, że organizacje nie muszą być stale ubogie i że istnieją sposoby na stabilne finansowanie ważnych dzieł społecznych. Spotkaliśmy ludzi, którzy zdobywając fundusze dla swych organizacji nie narzekali na biedę, lecz zawzięcie poszukiwali coraz lepszych sposobów na budowanie ludzkiej solidarności i opowiadali o swoich sukcesach. Zapragnęliśmy, by za parę lat było tak samo w Polsce. Zachęceni przez fundraiserów z USA i Europy Zachodniej zaprosiliśmy do współpracy laureatów Konkursu Pro Publico Bono, by razem z nami przenosili do Polski te dobre wzory i adaptowali je do naszych realiów. Tak właśnie powstało stowarzyszenie, do którego teraz co kilka dni wstępują nowi członkowie. Siedziba PSF znajduje się w Krakowie, tu też mieszka większość członków zarządu.

-Jakie cele już Państwo osiągnęli, a jakie są wciąż przed Państwem?
-Pierwsza konferencja fundraiserów już za nami i przygotowujemy drugą. Odbędzie się w Gdyni w dniach 18-19 kwietnia 2008. Ważnym dokonaniem było też przetłumaczenie i wydanie „Międzynarodowej deklaracji zasad etycznych fundraisingu". Odbyło się też sporo szkoleń - ostatnio w Libiążu, Dobczycach i Niepołomicach, ale byliśmy też m.in. w Olsztynie, Policach i Poznaniu. Teraz nasze największe przedsięwzięcie to właśnie rozpoczęta Szkoła Trenerów Fundraisingu, która przygotowuje 20 wykładowców-specjalistów. Będą oni prowadzić w całej Polsce szkolenia dla organizacji pozarządowych i uczyć je etycznego i skutecznego zdobywania funduszy. Wybieramy się też na szkolenia zagraniczne - w marcu do Pragi, a w kwietniu do San Diego w USA, żeby przywieźć stamtąd nowe pomysły dla polskich fundraiserów.

Źródło: „Modny Kraków" (styczeń 2008 r.)

Zmieniony ( 27.08.2009. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
 

Ankieta
Kiedy zawód fundraisera będzie powszechnie uznawany w Polsce?
 
 
Wydanie polskie: Copyright (C) 2005 Polskie Centrum Joomla! :: (C) 2012 Fundraising.org.pl
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem udostępnianym na warunkach licencji GNU/GPL.